RYCERSTWO -> KRONIKA DRUŻYNY
Zapiski z...
Roku Pańskiego MMIII:
Rzecz o powstaniu bractwa...............................13.09
Pierwsze zebranie i ustalanie reguły bractwa............20.09
Wolna Kompania na Turnieju w Dębnie.....................28.09
Pierwszy publiczny pokaz walk...........................27.11
Roku Pańskiego MMIV:
Drugie Walne Zebranie TWK...............................10.02
Wolna Kompania na obrzędzie Rękawki w Krakowie..........13.04
Wolna Kompania na Zamku Kamieniec.......................30.07-1.08
Wolna Kompania na Zamku Lipowiec........................10-12.09
I rocznica powstania Tarnowieckiej Wolnej Kompanii......13.09
Wolna Kompania na Turnieju w Dębnie.....................26.09
Roku Pańskiego MMV:
Wolna Kompania na krakowskiej Rękawce...................29.03
Wolna Kompania na Turnieju w Iłży.......................29.04-2.05
, .-~~~~~~~~~-._ _.-~~~~~~~~~-.
"\", __.' ~. .~ `.__
"=\=", .'// \./ \\`.
"=\=", .'// | \\`.
"=\=", .'// .-~"""""""~~~~-._ | _,-~~~~"""""""~-. \\`. Unknown
"-\-" ,---, .'//.-" `-. | .-' "-.\\`.
\ _) (_ .'//______.============-.. \ | / ..-============.______\\`.
ldb ` [__INK__] .'______________________________\|/______________________________`.
=======================================================================================================
Gimli zwany Skrybą pod bacznym okiem setnika napisał:
Zaiste, stało się ! Jest bowiem rzeczą powszechnie wiadomą, że w grodzie, co zowie się Tarnów bractwo rycerskie
istnieje. Pewnej zaś nocy dnia 13 września roku pańskiego 2003, w nieodległej wiosce, która wdzięczna nazwę Tarnowiec
nosi, stało się coś niespotykanego do tej pory w tej jakże spokojnej okolicy, gdzie mieszkańcy są bogobojni i wiodą
dostatnie, aczkolwiek ciche żywoty. Otóż, tej właśnie nocy zawiązała się nowa drużyna rycerzy. Tarnowskie bractwo więc
nie jest już osamotnione w prowadzeniu nieustannych bojów w imię czci i honoru rycerskiego. Tejże pamiętnej nocy, przy
wdzięcznym brzmieniu kapeli i przy kuflach wypełnionych złocistym trunkiem, który dojrzewał pod bacznym okiem piwowarów
z Głubczyc, odbyły się pierwsze, niezawisłe wybory władz bractwa. Po wielu burzliwych sporach i kłótniach wreszcie
wspólnymi mocami nam się nam zgodzić. Na setnika wybran został woj Łukasz z rodu Kiełbowiczów. Wybór setnika trudnym nie
był, jednakoż na większe problemy napotkaliśmy dalej. Ciężkim orzechem do zgryzienia okazały się, zaiste, wybory
dziesiętnika i kapitana. Otóż po dłuższych dywagacjach naszym dostojnym dziesiętnikiem został mianowany z mocy naszego
dowódcy, rycerz Jakub z rodu Piątków. Następnie nowo mianowany dziesiętnik za przyzwoleniem setnika tej samej nocy
mianował na kapitana naszej kompanii niestrudzonego dotąd płatnerza i kowala, rycerza Rafała z rodu Ostrowskich. Za godne
uważamy także przedstawić w tym właśnie miejscu strukturę naszego bractwa :
SETNIK -----------------------> DZIESIĘTNIK
/ | \
/ | |
| | |
V V V
KAPITAN SKRYBA CHORĄŻY
|
|
|
V
RYCERZ <------- GIERMEK <--------- NOWICJUSZ
Wodzu, skryba 15.09.2003
_-'-_-'-_'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'
Pierwsze zebranie, uchwalenie reguły bractwa
Zaiste, po raz kolejny udało nam się zebrać, tym razem na ważnym posiedzeniu naszej nowo utworzonej,
przewspaniałej drużyny Tarnowieckiej! Zebranie miało bardzo szczytny cel, którym to było ustalenie, a potem uroczyste
zaprzysiężenie reguły bractwa. Po wielu dywagacjach, jako i przy wyborze władz, takoż przy wielu sprzeciwach i wręcz
saraceńskim i natrętnym odezwom ze strony naszego już nie przewielmożnego dziesiętnika, doszliśmy do porozumienia. Reguła
została uroczyście zaprzysiężona, chociaż dźwięki obijających się o sobie kufli ze złocistym trunkiem dało się słyszeć
dopiero wieczorem. Za godne uważamy w tym miejscu przedstawić najprzedniejsze założenia z naszej reguły:
# Po pierwsze, Bractwo swój znak herbowy posiada, a jest nim w polu niebieskim trzy gwiazdy wraz z półksiężycem.
# Na czele Bractwa stoi Setnik i on to najwyższą instancją jest, do której zwracać się należy. Powinien on świecić
przykładem, jako iż jaka głowa, taka i reszta ciała. Jego honor jest honorem bractwa i jeśli on źle postępuje, takoż
i skaza na całym Bractwie się jawi. Każdy ma prawo z prośbą do Setnika się zwrócić i o ile tylko obowiązki w tym nie
przeszkadzają, musi on prośbę ową rozpatrzyć czem prędzej i jak najsłuszniej, tak aby nikt pokrzywdzony się nie czuł.
# Pod Setnikiem Dziesiętnik stoi. Zajmuje się on sprawami mniejszej wagi. Jest doradcą Setnika w działalności Drużyny.
# Kapitan odpowiada za szkolenie i treningi całej drużyny. Na treningach jego rozkazy są wagi najwyższej, i bez zwłoki
należy je wykonywać. Na wyjazdach rozmaitych Kapitan odpowiada za ustawienie w odpowiednim szyku rycerzy podczas
przemarszy i walk.
# Chorąży któren odpowiedzialny jest za pilnowanie chorągwi, zapewnienie mu odpowiedniego wyglądu i noszenie go w
trakcie bitew, prezentacji i turniejów. Na nim spoczywa obowiązek obrony chorągwi.
# Skryba. Ten zajmuje się spisywaniem dziejów bractwa. Obejmuje pieczę nad kroniką bractwa. W jego gestii leży także
podczas walk pokazowych opisywanie przebiegu potyczek prowadzonych przez drużynę.
Tak właśnie przedstawia się w kaligraficznym skrócie nasza uchwalona po długich dywagacjach reguła, której to każdy
z nas, członków bractwa przestrzegać winien, nie lękać się stanąć do boju, w gestii ochrony jej przepisów.
Wodzu, skryba dnia 24.09.2003
_-'-_-'-_'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'
Tarnowiecka Wolna Kompania na Turnieju w Dębnie (zobacz galerię zdjęć)
Jeno 15 dni minęły odkąd bractwo nasze istnieje wszem i wobec a już pierwszy festyn zaliczon. Otóż, nasza
wspaniała kompanija wybrała się wczora na Średniowieczny „Turniej o Złoty Warkocz Tarłówny”, któryż to miał miejsce na
najwspanialszym zamku Małopolski, w Dębnie. Po długich nie tylko dywagacjach, ale także wielkiemu wysiłkowi palców i
umysłów naszych płatnerzy udało nam się zgromadzić konieczny oręż, aby honoru i zasad rycerstwa ziemi Tarnowieckiej
bronić. Dodać też trza, że nasze sąsiednia chorągiew Tarnowska udziału nie brała. Niestety, po 15 dniach istnienia jest
sprawą oczywistą, że brać udziału w pokazach nie moglimy. Jednak prócz naszej przewspaniałej kompaniji obecni byli rycerze
z inszychych drużyn, z których najbardziej wyróżniali się Wojowie Peruna, których tu chcemy pozdrowić, a także nasi bracia
rycerze z Węgier.
My zaś pod zamkiem dębińskim spoczęli. Tam to nauczaliśmy prostych chłopów, ale także ludzi naszego pokroju,
kolczużnictwa, oraz innych rzemiosł. Nauki te dużym zainteresowaniem się cieszyły, takoż i wiele osób przymierzyć
rozmaity oręż rycerski chciało, i roboty z ubieraniem i rozbieraniem ludu w kolczugi mielimy sporo... Za to trzos drużyny
jakby cięższy dzięki temu się zrobił... Dźwieki kufli wypełnionych nie jeno piwem, o które zadbali organizatorzy
(dziękujemy), ale także i przednim miodem Lublińskich mistrzów rozlegały się raz po raz – za zdrowie naszych darczyńców.
Na głównym placu boju po zakończeniu wszelkich pokazów bitwa wielka nastąpić miała, w której całe pozostałe zdolne
jeszcze do walki rycerstwo udzial wzięło. Po zakończeni bitwy onej i pozbieraniu niezdolnych do dalszego żywota, przemarsz
oficyjalny nastąpił, w którym to nasza wspaniała Kompania również udział wzięła. Pod bacznymi komendami naszego Setnika,
przemaszerowaliśmy zwartym szykiem za naszą chorągwią przed tłumem gawiedzi.
Pisząc te słowa, podobnie jak jeszcze niedawno do księgi pamiątkowej nasze bractwo wpisawszy, co by pamiątka po nas
była, można tylko nadzieją żyć i prośbę do naszego pana Setnika skierować, co by za rok moglimy w pokazach udział czynny
brać. Tak nam dopomóż Panie Boże Wszechmogący.
Wodzu, skryba dnia 29.09.2003
_-'-_-'-_'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'
Pierwszy publiczny pokaz walk rycerskich (zobacz galerię zdjęć)
Dzisiaj ja, skromny wasz sługa LuCK pełnię powinności skryby. Choć z pisaniem mam pewne kłopoty, bo jako prawdziwy
rycerz niepiśmiennym, staram się jak mogę ku uciesze czytelników miłych. Skryba nasz leży obecnie połamany cały, gdyż
ostatnimi czasy wzrok straciwszy, z winy czarów straszliwych, wpadł w dół wykopany przez saracena niecnego. Teraz leży,
a medycy składają go do kupy, podobno żył będzie, ale to jeszcze nic pewnego, trza mu miodu zanieść, coby go wspomóc
w walce o życie...
Ale zakomunikować chcę wszem i wobec, iż 27 listopada sławetna choć młoda Tarnowiecka Wolna Kompanija wystąpiła
przed publicznością zebraną w Szkole Podstawowej numer 23 w Tarnowie, która to poprosiła naszą drużynę o występ. Jako iż
publicznością były głównie dzieci z owej szkoły, więc wybaczyły nam z pewnością, a może i nie dostrzegły, pewnych uchybień
w stroju, jak i błędów w samej sztuce walki. Cóż, początki wiadome są, miejmy nadzieję że z czasem coraz lepiej będzie.
Sam pokaz trwał około trzydziestu minut. Najsampierw odbył się sąd nad czarownicą którą to wywlekliśmy za włosy
z tłumu. Niestety, nie udało nam się jej spalić jak planowaliśmy, a to dlatego że niespodziewanie ujawnił się jakowyś
obrońca czarownic, i polegliśmy w walce z nim. W chwilę później nastąpiła wspaniała walka na kiścienie dwóch rycerzy, a
zaraz potem zgromadzonej publiczności zaprezentowaliśmy układ na miecze półtoraręczne. Po krótkiej przerwie nastąpił atak
zbójców na rycerza z giermkiem, niewiadomo po co pałętających się po lesie. Niestety Rycerz ów dobrym rębaczem był i
polegliśmy z jego ręki... Pokaz zamykały sceny pasowania giermka na rycerza, i obowiązkowej szarży na publiczność :)
Ogółem zdania jestem, iż z pokazu zadowoleni byliśmy zarowno my jak i nasza wspaniałą publiczność. Choć potknięć
było kilka, to ten "pierwszy raz" uznać można za udany.
LuCK, setnik dnia 3.12.2003
_-'-_-'-_'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'
Drugie Walne Zebranie Tarnowieckiej Wolnej Kompanii
Zaiste, tuż po medyka izby przeze mnie, skrybę TWK, opuszczeniu, rzeczą wiadomą było że kompanija TWK spotkać się
była winna. Takoż też dnia lutego dziesiątego roku pańskiego 2004, spotkanije takie stało się faktem. Pięciorga dzielnych
wojaków, dumnie półksiężyc z trzema gwiazdami noszących, w oberży co się zwie PODZAMCZE, się zebrało.
Przy kuflach złocistego i przezroczystego ( nasz dzielny Chorąży przez niecnego saracena w nerki udeżon piwa pić
nie mógł ) i przy skocznych (nie przez cały jednak czas naszego spotkania) dźwiękach, my Tarnowiecka Wolna Kompania obrady
przeprowadzali. Na sam przód zaproponowano, aby z funkcji dziesiętnika naszej wielmożnej kompaniji usunąć panującego tam
rycerza Jakuba. Sprawozdanie odczytaliśmy publicznie, po czym wiekszoscia głosów choć nie dużą, na tymże urzędzie Piątek
Jakub jednak pozostał. Po wielkich znojach tegoż głosowania, do spraw przyszłościowych przeszlimy.
Jako że rok bieżący jeszcze młody, propozycje uczestnictwa naszej drużyny w turniejach przeróżnych, członkowie jej
przedstawiali Panu naszemu – Setnikowi. Rozwój naszej dumnej kompaniji z dnia na dzień bardziej widocznym jest. Z tego
faktu wszyscyśmy zadowoleni niezmiernie są. Bądź co bądź nasze posiedzenie również rozwoju dalszego tyczyło. Różne
propozycje padały z ust naszych członków, i takież też decyzje zapadły. Wszystko dobre szybko się kończy, takoż też było i
razem tym.
Nasze pierwsze publiczne dobiegło końca w tym roku spotkanie. Po uiszczeniu należnośc miłej damie z owej gospody
i po zakosztowaniu przez skrybę jakiejś dziwnej tabaki odmianie tutejszej, TWK udało się na zasłużony spoczynek po umysłu
wytężenia godzin kilku. W obrad czasie kapitan dzielny nasz, swoistym saraceńskim urządzeniem, naszą dzielną kompanije na
obrazku raczył uwieńczyć. Takoż też wyglądało II publiczne spotkanie TWK. Racz nam Panie Boże dopomóc w dalszym rozwoju
naszej dzielnej drużyny, i błogosław nas w Twoim roku 2004.
Wodzu, Skryba dnia 15.02.2004
Ja od siebie dodam tylko, iż ryciny z tegóż zajścia znaleźć można tutaj: Podzamcze luty 2004
_-'-_-'-_'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'
Wolna Kompania na obrzędzie Rękawki w Krakowie (zobacz galerię zdjęć)
Rękawka 2004...
Oj podobało nam sie tam, podobało...
Cóż tu dużo gadać - sezon rycerski 2004 od teraz oficjalnie uważamy za otwarty!
Jeszcze oczy pieką od dymu z obozowych ognisk, a w uszach dźwięczy szczęk oręża, a ja w zastępstwie Wodza, skryby naszego,
na gorąco spisuję relację z tego wydarzenia...
Ale po kolei. Po drodze dość krętej, którą niecny saracen z pewnością zamotał, w nieco okrojonym składzie - Kędzierzawy, i
Ja, LuCK w strojach odpowienich oraz Knight jako nasz kierowca, dotarliśmy na miejsce, to jest do grodu i na kopiec Kraka.
Tam to z inicjatywy Drużyny Wojów Wiślańskich KRAK i jakowegoś innego naukowego stowarzyszenia odbyło się po raz kolejny
tradycyjne święto Rękawki. W obrzędach z czasów pogańskich, z wieku X powitaliśmy wiosnę. Najsampierw odbył się bieg Wojów
wokół kopca, w którym o ile mnie pamięć nie zawodzi zwyciężył reprezentant miescowej Drużyny grodu Kraka. Następnie
witaliśmy wiosnę turlając ze szczytu kopca monety, jajka i kołacze. Później profilaktycznie spaliliśmy marzannę, a zbrojni
Wojowie odbyli między sobą pojedynki. W tym to też miejscu chcielibysmy podziekowac Druzynie Lędziańskich Wiciędzy „Watra”
z Sanoka, która przyjęła nas pod swoje opiekuńcze skrzydła i użyczyła miejsca w swoim obozie. Szczególne, i osobiste
pozdrowienia pragnę skierować oczywiście do Marcina zwanego Langusem.
Po długim dniu wypełnionym walkami, i odpowiedziami na pytania licznie zgromadzonych Krakowian odbył się pokaz całopalenia,
tudzież prasłowiańskiego pogrzebu. Były i płaczki, i dzielni Wojowie, którzy potykali się aby uczcić pamięć zmarłego.
Impreza cała zakończyła się około godziny 17, a o 19 odjeżdżać musieliśmy niestety. Mamy jednak nadzieję, że za rok pomni
doświadczeń tegorocznych, nie dość że przyjedziemy lepiej przygotowani, to i wystawimy kilku wojów, którzy staną w szranki
z innymi. Tak nam dopomóż Bóg. Lub Bogowie, jak mawiali Słowianie...
LuCK, setnik dnia 13.04.2004
_-'-_-'-_'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'
Wolna Kompania na Zamku Kamieniec (Zobacz galerię zdjęć)
Zaiste stało się ! Nasza wielce wielmożna Wolna Kompanija Tarnowiecka swój udział w turnieju pierwszym zaliczyła ! PIERWSZY ZJAZD RYCERSTWA NA ZIEMII KROŚNIEŃSKIEJ w Zamku Kamieniec w grodzie ODRZYKOŃ za zakończony uznać należy ..... ku wielkiej rozpaczy naszej. Po powrocie tajemniczym (saraceńskim chyba ?) wehikułem do naszego grodu rodzinnego, ja skromny skryba TWK, relacyje z onego turnieju zdać Wam chcę, a wiedzieć należy, że podobało się nam tam, oj podobało.
Dzień 30 miesiąca lipca roku pańskiego 2004
Dnia tegoż, kompanija nasza w składzie : setnik – Łukasz, kapitan – Rafał, chorąży – Konrad i ja, skromny skryba Bartosz, przedziwnym wehikułem niełatwą drogę do Krosna rozpoczęliśmy. W podrózy czasie ja i nasz wielce wielmożny setnik tabaki wspaniałej zażywać poczęliśmy. Podróżując tak, gdy zegar słoneczny wskazywał godzinę 17 nasz wehikuł pod zamkiem Kamieniec zatrzymał się. Po zakwaterowaniu się w namiotach, udaliśmy się ja wraz z naszym namiestnikiem na naradę i spraw najważniejszych omówienie. Po tymże spotkanniu namiestników, my dwaj członkowie TWK ustalenia głów bractw rycerskich pozostałym naszym kompanom przekazaliśmy. Następnie, już na dnia tegoż zakończenie udaliśmy się do karczmy, gdzie szynkarz zadżumiony lekko, choć strasznie sympatyczny (Sława mu!) pyszne piwo browarników z Warki wlał do naszych rycerskich kufli. Po oberży opuszczeniu udaliśmy się do namiotów gdzie próbowaliśmy miodek wspaniały przez naszego kompana Łukasza sporządzony starodawnymi metodami. Takim sposobem minął dzień 30 miesiąca lipca AD 2004.
Dzień 31 miesiąca lipca roku pańskiego 2004
W dniu tymże, po przebudzeniu się i wody źródlanej kilku łyków wypiciu, przybraliśmy na powrót swe szaty i na śniadanie przez niewiasty z krośnieńskiego bractwa przygotowane nasza kompanija udała się. Po śniadania spożyciu, udaliśmy się do obozu,ażeby chorągiew naszą zabrać i na zamek ruszyliśmy. Około 10 godziny wskazanej na zegarze słonecznym nastąpiło turnieju rozpoczęcie i bractw przywitanie. W miejscu tym pragnę zapamiętane nazwy uczestniczących bractw zaprezentować:
1.Bractwo Rycerskie Królewskiego Miasta Krosna (Organizatorzy)
2.Bractwo Rycerskie Dzieci Błyskawicy
3.Bractwo Rycerskie Kasztelanii Krzywińskiej Herbu Więzy
4.Bractwo Rycerskie Kasztelani Sandeckiej
5.Bractwo Rycerskie Ziemi Górowskiej
6.Bractwo Rycerzy Ziemi Sanockiej
7.Krakowska Chorągiew Rycerska
8.Tarnowiecka Wolna Kompania
9.Zakon Rycerski Boju Dnia Ostatniego
Jeżeli opuściłem jakowąś drużynę czy bractwo, lub w zapisie tychże błąd jakowyś popełniłem – przepraszam, pamięć zawodna. Poinformujcie o tym Setnika, a w mig bład naprawi. Wracając do turnieju: po uroczystym przywitaniu drużyn przez kasztelana Bractwa Rycerskiego Królewskiego Miasta Krosna, Kompania nasza osiadla u stóp zamku, gdzie kram swój przygotowywaliśmy. Po przygotowaniu tegoż kramu i rozłożeniu wyrobów naszych, ja i nasz kapitan na kramie pozostalimy, natomiast kompani nasi udali się na turnieje. Tak też setnik nasz udał się do zamczyska aby w turnieju miotania toporem udział wziąć, a chorąży udał się do okalającej zamek fosy aby reprezentować kompanije naszą w turnieju łuczniczym. Ja z kapitanem naszym, jako się rzekło, na kramie prezentowalimy wyroby nasze gawiedzi oraz technik kolcużniczych ich nauczaliśmy. W turniejach owych Setnik nasz miejsce drugie tuż za Lupusem de la Scaza z Zakonu ostatecznie zajął. A chorąży nasz w dużo mocniej obsadzonym turnieju miejsce 8 ostatecznie zajął, którego takoż gratulować mu trzeba z wysokiej konkurencji powodu. Po spożyciu skromnego obiadu powróciliśmy na kram nasz, a po czasie niejakim złożyliśmy go i udaliśmy się podziwiać uczestników turnieju bojowego szarf. Tam piękne zbroje i oręż różnoraki ujrzeć moglimy. Najbardziej w onym turnieju Bractwo Rycerzy Ziemi Sanockiej wyróżniało się. Pierwsze trzy miejsca zajęli właśnie wojowie tejże drużyny, po długim i zaciętym, a w finale nawet bratobójczym pojedynku finałowym. Po turnieju szarf zakończeniu udaliśmy się do obozu, gdzie Setnik wraz z Kapitanem przywdziali swe zbroje, aby reprezentować TWK w bitwie o zamek. Dzięki odzieniu w barwach Kompanii dobrze widoczni byli oni w starciach z obrońcami zamku, którym jednak udało się zamek obronić. Po bitwy zakończeniu i “rozpancerzeniu” się w obozie, udaliśmy się na ucztę przez organizatorów przygotowaną. Gdy uczta się zakończyła postanowiliśmy odwiedzić karczmarza i - zasłużone chyba po wyczerpującej bitwie - kilka kufli złotego trunku osuszyć. Nastepnie nadszedł czas na miód przedni Setnika wyrobu, tabakę znakomitą i w końcu spoczynek.
Dzień 1 miesiąca sierpnia roku pańskiego 2004
Po obudzeniu się i pożywieniu, poczęlimy znów w naprędce stroje nasze przywdziewać. Reprezentacje bowiem bractw wszystkich – czy to w strojach cywilnych, czy też w zbrojach - wraz z chorągwiami swemi do kościoła się udały. Tam też pokłon złożyliśmy Panu Naszemu Wszechmogącemu, za pogodę dziękując. Gawiedź zgromadzona w kościele całe zajście ze zdziwieniem malującym się na twarzy obserwowała. Zapewne nieczęsto widok taki oglądać można, aby rycerze w pełnych zbrojach stali środkiem kościoła a chorągwie straż trzymały przy ołtarzu. Po kościoła opuszczeniu poczęliśmy zwijać swe obozowisko, aby tuż po zakończeniu móc opuścić gościnne zamkowe progi spiesząc do domu, gdzie sprawy nie cierpiące zwłoki wzywały. Jako że dzień był gorący po wykonaniu tejże pracy udaliśmy się na zasłużony, ostatni kufelek piwa. Później na zamek dotarliśmy w sam raz na to, aby Kręgi Zdrady i Honoru obejrzeć. W turnieju tym również wojowie z bractwa sanockiego bezkonkurencyjni okazali się. Dnia tego można było także cieszyć oczy turniejem na najwytworniejszego i najsprawniejszego rycerza, o ile dobrze nazwę zapamiętałem. Polegał on na powszechnie znanym “kręciołku”, po którym trzeba było przebiec kawałek, następnie za pomocą treningowego miecza strącić kamień ze słupka, aby w końcu, po dobiegnięciu pod lożę dam, ukłonić im się wytwornie. Zabawa była przednia, a emocje sięgnęły zenitu gdy Kasztelan w swej pełnej zbroi w konkurencji wziął udział! Po onych turniejach nastąpiło walk pokazowych kilka, przez braci sanockich przygotowanych. I tak koło godziny 14 na zegarze widocznej, kasztelan Krośnieński ogłosił zwycięzców turnieji poszczególnych. Gratulować tu trzeba ponownie Wojom z Sanoka, gdyż większość nagród im w udziale przypadła! Po turnieju uroczystym zakończeniu i pożegnaniu się z zapoznanymi osobami opuściliśmy majestatyczny zamek Kamieniec.
I tak I ZJAZD RYCERSTWA NA ZIEMII KROŚNIEŃSKIEJ końca dobiegł, a nasza kompanija ponownie udała się saraceńskim wehikułem w kierunku rodzinnego grodu.
Wodzu, Skryba dnia 2.08.2004
_-'-_-'-_'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'
Wolna Kompania na zamku Lipowiec
Dnia 10 miesiąca września roku pańskiego 2004.
Dnia tegoż Kapitan i Chorąży wraz z jedną prawdopodobnie przyszłą naszą damą dworu wyruszyli w niezwykle długą podróż w nieznane strony dzikiego zachodu. Naradzaliśmy się długo, rozważając wszystkie za i przeciw, próbując się jednocześnie spakować. I gdy już wszystko zostało zaplanowane wsiedliśmy w wielka saraceńska machinę o nazwie „Elektrowóz PKP” który to zawiózł nas do grodu zwanego Chrzanów. A na tę podróż wykosztowaliśmy się dukatów nie mało. W tym że grodzie po chwilach kilku błądzenia znaleźliśmy miejsce odjazdu karoc, nowomodnie “autobusami” zwanych, skąd wyruszyliśmy ku celowi naszej wyprawy. Milej było nam podróżować gdyż napotkaliśmy grupę która miała ten sam cel wędrówki co my, a jak się po chwili okazało grupa ta nawet współorganizatorami Turnieju się okazała. Gdy dotarliśmy na zamek, całkowicie skonani byliśmy, gdyż do zamku prowadził niezwykle długi i stromy szlak którego zwieńczeniem było 270 schodów. Na miejscu zapoznaliśmy się z organizatorami i dowiedzieliśmy się iż jesteśmy pierwszymi przybyszami. Wobec tego nie pozostawało nic innego, jak późnym wieczorem udać się na odpoczynek.
Dnia 11 miesiąca września
Po niewygodnym dość wypoczynku udaliśmy się na pierwszy posiłek na którym to damy dworu przygotowały nam obficie zastawiony stół. Po tym że posiłku udaliśmy się na zwiedzanie zamku. Gdy piękny zamek został oglądnięty przez nas udaliśmy się na jego obchód i w tym momencie spotkaliśmy naszych przyjaciół z grodu zwanego Tarnów którzy zwią siebie skrótem CRZT.
W samo południe Kasztelan otworzył oficjalnie „I Turniej na zamku Lipowiec” przedstawiając kolejno przybyłe bractwa, chorągwie oraz kompanie. Niestety wszystkich spamiętać nie dałem rady ale te które bardziej zasłynęły na owym turnieju to:
- Chorągiew Czarnego Rycerza Kasztelani Będzińskiej (Organizatorzy)
- Smocza Kompania
- Chorągiew Rycerstwa Ziemi Tarnowskiej
- Liga Baronów
- Dobra Kompania
- Bractwo Rycerskie Chorągwi “Trzy Dęby”
- Tarnowiecka Wolna Kompania
Jeżeli jeszcze jakieś bractwo było, a nie wymieniłem, lub w zapisie tychże powyżej błąd popełniłem – napiszcie o tym setnikowi, który stroną się opiekuje, a w mig to naprawi.
Wracając do turnieju - rozpoczął się on konkurencja zwaną „Biegiem Rycerskim” w której to ja Rafał herbu Grom postanowiłem wziąć udział. Trasa tej że konkurencji była długa i ciężka a ku mojemu zdziwieniu kończyła się w miejscu wejścia do zamku do którego prowadziło owe osławione 270 schodów. Gdy całkowicie skonany trudami biegu, wbiegałem do bramy zamkowej, usłyszałem słynny już róg TWK w który jak zwykle dął Kędzierzawy. Wtedy resztkami sił swoich wykrzyknąłem “T! W! K!” były to jednak ostatnie słowa w tejże części dnia wypowiedziane przeze mnie stojąc o własnych siłach :). Przez długie chwile nie mogąc dojść do siebie byłem jednak bardzo szczęśliwy z wygrania biegu i wysławienia naszej wspaniałej Tarnowieckiej Wolnej Kompanii. Trud biegu dał sie tak we znaki, iż gdy w kilka chwil później zostaliśmy zaproszeni na wspaniale przygotowany przez damy dworu obiad, z trudnością zdołałem tam dojść. Po spożyciu owego posiłku udaliśmy się niestety tylko pooglądać turniej bojowy par. Gdy turniej ów dobiegł końca a zwycięzcami została jedna z grup Smoczej Kompanii udaliśmy się na spacer i kolejne zwiedzanie zamku. Gdy wszyscy odpoczęli i wszyscy zdolni do walki zebrali się, zaczęliśmy omawiać plan bitwy. Zapowiadała się ona wspaniale. Wszyscy chętni i zarazem zdolni do walki udali się na przygotowania natomiast ci którzy nie mieli uzbrojenia a potrafili strzelać zostali wysłani na mury zamkowe. Osobną grupę stanowiły damy, które zamieszkały w wiosce zbudowanej specjalnie na tą okazję u podnóża zamku.
Bitwa pozostawiła w naszej pamięci niezapomniane przeżycia. Wozpoczęła się wejściem przekupionego mnicha przez oddział najeźdźców którzy łatwo dostali się już do wioski u stóp zamku. Gdy zbliżali się do bram zamku jazda próbowała ich zatrzymać. Niestety nadaremne, lecz zamek został w pierwszym podejściu obroniony przy samej bramie. Gdy rozwścieczony napastnik wrócił do wioski postanowił zdobyć zamek z innej strony. Mury były jednak wysokie i do pokonania ich wróg użył drabin. Niestety i to podejście było nieudane gdyż z murów poleciały na głowy atakujących płonące stogi siana i deszcz strzał. Po kolejnym nie powodzeniu najeźdźcy zdenerwowani wrócili do wioski. Wioska zostyała spalona, a niewiastami... cóż, zajęli się rycerze :D
Z powodu tychże wydarzen rycerstwo broniące zamku zmuszone zostało do wyjścia i stoczenia bitwy na otwartym terenie. W bitwie tej ja, Rafał herbu Grom, godnie reprezentowałem obronę zamku. Lecz jak to się już zwyczajem stało się poległem :P Natomiast moi kompani bardziej zaprawieni w boju zdołali obronić honor oraz zamek.
Po wspaniałej bitwie chwil kilka zeszło na wyjaśnienie zdziwionej a licznie zebranej gawiedzi paru faktów natury ogólnej jak to: „To wy tak naprawdę się bijecie nic nie jest zatrzymywane i nic reżyserowane i to naprawdę takie ciężkie są te miecze i skąd wy macie tyle sił na machanie tyle taka bronią??”. Gdy większość gawiedzi opuściła już mury zamku rozpoczęła się zabawa z ogniem przy wspaniałej celtyckiej muzyce granej przez podróżną grupę muzyków Beltaine. Po owych występach zostaliśmy sproszeni do sali głównej na dziedzińcu zamku na wspaniałą ucztę na której nie brakło niczego a złotego trunku jeszcze na drugi dzionek zostało do ugaszenia pragnienia. Ta wspaniała biesiada trwała prawie do świtu przy śpiewach znanych i cenionych pieśni „Koło Rycerskie” jak i nowo powstałych „Koło Menelskie” :) tak czy owak biesiada była przednia i w ten oto miły sposób zakończył się pierwszy dzień turnieju na zamku Lipowiec.
Dzień 12 miesiąca września
Dzień drugi owego turnieju rozpoczął się posiłkiem i naturalnie przepijanym złotym trunkiem którego zostało pod dostatkiem. Pierwszą konkurencją drugiego dnia był turniej łuczniczy w którym to udział wziął Kędzierzawy herbu TWK który po pierwszej turze zajmował 4 miejsce na zacnych 10 łuczników. W turze drugiej został zwycięzcą niestety przewaga z pierwszej tury owej trójki była zbyt wysoka. Warto jednak zauważyć iż jako jedyny z całej grupy z 35 metrów trafił centralnie w korpus celu. W tejże turze trafiano w kończyny lecz nikt poza Kędzierzawym w korpus. Zwycięzcą turnieju został Sebastian z Tarnowa. Kolejną konkurencją był turniej zapaśniczy którego niestety nie było nam dane oglądać.
Czas płynął powoli, i kilka godzin później doszło do zakończenia tegoż niezwykle udanego, zarówno dla bractw przybyłych jak i dla gawiedzi która pofatygowała się na babicki zamek, turnieju. Podczas zakończenia zostały wręczone nagrody wraz z dyplomami uznania oraz oficjalne pożegnanie wszystkich bractw. Nasza grupka po chwilach kilku debat na temat powrotu ustaliła że wrócimy wraz z CRZT, gdyż droga niemal ta sama. Tak się też stało i około godziny 18 wyruszyliśmy saraceńskim powozem w stronę domu :(
W ten oto sposób I Turniej na Zamku Lipowiec, datowany na XIII wiek, został zakończony. Zakoczony bardziej niż pomyślnie gdyż zyskalismy kontakt do rzemieślnika u którego na turnieju nabyliśmy miecze. Innym plusem jest moja wygrana w biegu rycerskim, a raczej nagroda - bardzo dobre buty. Praktycznie jednak najważniejsze dla nas są nowe znajomości dzięki którym zostaliśmy zaproszeni na kolejny turniej, już za rok.
Spisał Rafał herbu Grom i Kędzierzawy herbu TWK. Nietypowe gdyż jesteśmy nie piśmienni :P dnia 23.09.2004
_-'-_-'-_'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'
I rocznica powstania Tarnowieckiej Wolnej Kompanii
TAK !! TAK !! Nasza wspaniała kompania jeden rok pełen już istnieje. Za czas ten, szybko jakże uciekający, postępy duże zauważyć da się jednak w naszych kompanów ubiorze, uzbrojeniu i umiejętnościach. Zarówno wysiłku oraz talarów dużo kosztowało to nas, jednak za dobre i pożyteczne nasze postępy uważamy. Z okazji tejże, jakże wspaniałej, zebraliśmy się wspólnie po raz wtóry na zebraniu walnym, tym razem w grodzie Tarnów, w karczmie DO RZECZY, któraż to karczma powodzeniem wielkim cieszy się wśród nas czasem ostatnim. Dziesiętnika naszego tradycyjnym zwyczajem nie było. Była za to niewiasta naszego kapitana wraz z współtowarzyszką oraz przyjaciel naszej kompani o saracensko wręcz brzmiącym pseudonimie SIENIOL. Osobnik ten należy do tajemnej organizacji zwanej CRZT, której motywy działania pozostają dla nas czasami niejasne :) Trunki złociste poszły do góry w toastu imię za rok ciężkiej pracy, posypał się złocisty pył z tabakier naszych. Tak rozmawiając przy dźwiękach doskonalej muzyki, z której karczma ta słynie w okolicy, pamięć naszych królów postanowiliśmy uczcić, za zdrowie każdego z nich łyk złotego trunku wypijając. Czy się to nam udało już nie pomnę, ale mam wrażenie, że za zdrowie niektórych wypiliśmy kilka razy :)
Na zakończenie już obchodów, zmęczeni nieco ;) udaliśmy się marszem po ulicach grodu Tarnów, chorągwią naszą dzielnie wymachując i imię drużyny sławiąc. Od piekarzy najznamienitszych chleba spróbowaliśmy też i udaliśmy się na plac żyda jakowegoś, pogawędzić w spokoju i przełamać się chlebem. Podczas spokojnej zdawało by się rozmowy Chorąży naraz zachował się bardzo nieobyczajnie, pominiemy to jednak milczeniem :) Co się potem działo znowuż nie pomnę, gdyż wraz z Setnikiem naszym i Sieniolem malowniczo zaległem pod choinką na skwerku... Po takich to przeżyciach poczęliśmy udawać się do domostw na zasłużony spoczynek. Część osób, co również jest dla nas typowe udała się do Tarnowca piechotą... Tak minęły obchody I ROCZNICY BRACTWA NASZEGO POWSTANIA.
Wodzu, Skryba dnia 19.09.2004
Ryciny z zajścia tego, szokujące czasami, znaleźć można tutaj: I Rocznica TWK
_-'-_-'-_'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'
Wolna Kompania na Turnieju w Dębnie (Zobacz galerię zdjęć)
Września 26-ego Anno Domini 2004 dzielna kompania nasza na Zamek w Dębnie udała się ponownie, w zaprezentowania się na IX Turnieju Rycerskim o Złoty Warkocz Tarłówny celu. Takoż dnia tegoż ja, nasz kapitan, chorąży i giermek Mirosław o świcie zraz do saraceńskiej machiny wsiedlimy. Jadąc takoż przez trakt, saraceńsko OBWODNICĄ nazwany, tłocząc się w machinie owej, około godziny 10 do grodu Dębno dotarlimy. Po przybyciu na zamek, nasz dzielny kapitan udał się na zebranie namiestników bractw, gdyż prawowity nasz dowódca brał udział w wyczerpującej kampanii wrześniowej w grodzie Rzeszowie, lecz zjawił się on później. Po zebraniu wszyscy czyli jako następuje: Kapitan, Chorąży, Giermek, Nowicjusz Daniel oraz dwie damy dworu, na przemarsz na rozpoczęcie turnieju i powitanie bractw udać się winni, co też uczynili. Ja w owym czasie tajemną machiną zwaną „Sony P.52” ryciny różnorakie tworzyłem. Po bractw przemarszu zwyczajem tradycyjnym już, kram nasz pod zamkiem rozbilimy. Wspomnieć winno się, że gawiedż, któraż turniej obecnością swą zaszczyciła, była bardzo hojna, gdyż trzos nasz jakby pojemność swą powiększył. Jednakoż, czego spodziewać można było się, setnik nasz, trzos nasz zamienił prawdopodobnie na kilka kufli złocistego trunku gdy tylko przybyl do zamku. W czasie kiedy większość z nas na kramie owym przebywała, łucznik jedyny nasz – Kędzierzawy, na łuczniczy turniej udał się. Jednokoż szczęścia nie miał on w dniu owym, gdyż na z ubiegłego roku zwycięzcę natrafił. Aczkolwiek nie znaczy to, że skórę swą tanio sprzedał. Dogrywkę nawet ci dwaj łucznicy rozegrać między sobą musieli. Niestety chorąży nasz poległ w walce zażartej onej. Później poszczególni kompani z drużyny naszej, na pole bitwy zaglądali w celu zaobserwowania innych bractw czy rad wysłuchania dotyczących bitwy. Kiedy już wszyscyśmy popili, pojedli, tabaki zażyli, nasza trójka dzielnych rycerzy do boju stanęła w zamku zdobyciu celu. W walce tej szczególnie zasłużył się kapitan nasz, który najbardziej rozwaloną tarczę posiada po owej potyczce. Setnik nasz tym razem w drugiej linii nie pozostawał i również poszedł zamek zdobywać. Bitwa zakończyła się nie wiem jakim rezultatem, gdyż ponownie tajemną machinę Sony p.52 obsługiwać musiałem, ale pewnikiem obroncy wygrali.
Takoż dobiegł końca IX Turniej Rycerski o Złoty Warkocz Tarłówny w którym TWK udział po raz drugi wzięło, nadzieje posiadając że nie ostatni o cóż prosimy organizatorów i sponsorów też. Po tymże turnieju ekipa nasza z doświadczeniami nowymi wróciła i z takimiż siniakami, czy coś w stylu owym. TAK ? AHA
Wodzu, Skryba dnia 27.09.2004
_-'-_-'-_'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'-_-'